Czy media społeczne to nowość?

Na blogach toczą się czasem bardzo inteligentne spory. Świat dzieli się na tych, dla których poprzednie zdanie jest truizmem i tych, którzy podchodzą do niego sceptycznie. Tyle tytułem krótkiego wstępu. Prowadzi on do wspomnienia o dwu wpisach, które dziś przeczytałem. Najpierw Scott Berkun na swoim blogu, we wpisie „Calling Bullshit on Social Media”, wskazał na różne „ściemy” związane z propagowaniem mediów i serwisów społecznościowych. Na część zarzutów odpowiedział na O’Reilly Radar Joshua-Michele Ross.
Berkun, co warto zauważyć, nie jest wrogiem mediów społecznych, nie idzie w ślady Andrew Keena i nie krzyczy (chwytliwie, ale mało rozsądnie), że Internet niszczy kulturę. Korzysta z serwisów, takich jak Facebook czy Twitter, i dobrze mu z tym. Swoje zarzuty formułuje więc będąc członkiem społeczności. Czyni je to bardziej wiarygodnymi. Mimo to uważam, że w większości kwestii się myli i częściowo wykazał to już Ross.
Wspólnym mianownikiem dla uwag Berkuna jest to, że termin „social media” i pokrewne traktuje jako modne hasła, które w największym stopniu promują ludzie, którzy z tych narzędzi korzystają i na nich zarabiają (podaje analogię: PR-owcy, którzy mówią, że PR jest świetny dla firm). W istocie, jego zdaniem, nie kryje się za tą propagandą atrakcyjna treść. Media społeczne są, owszem, fajne, ale nie są, wbrew temu, co nam się wmawia niczym odkrywczym. Sieci społeczne istnieją „od zawsze”, podobnie jak komunikacja poza oficjalnym obiegiem. Wciąż jest miejsce dla starych mediów. Nowe narzędzia nie naprawią świata.
Zasadniczo prawda. Salwa celna, problem w tym, że cel chyba źle wybrany.
Berkun obrał sobie za niego bezwarunkowych entuzjastów Internetu (w szczególności Web 2.0), którzy uważają go za swego rodzaju panaceum na społeczno-kulturalne problemy tego świata. Takich osób nie ma jednak zbyt wielu. Prawdę mówiąc, to raczej wrogowie Sieci skłonni są przypisywać ludziom z drugiej strony barykady ślepą miłość do Internetu. Wystarczy poczytać naszego bloga, by zobaczyć, że zachęcamy do świadomego, nie nieograniczonego korzystania z Sieci.
Taki świadomy internauta inaczej spojrzy na kilka centralnych dla rozumowania Berkuna terminów i tym samym rozbroi jego argumenty. Zobaczmy:
Zmiana”. Jak słusznie zauważa Ross, nie jest to termin wartościujący. Nie należy utożsamiać go z „naprawą” albo „udoskonaleniem”. (Z kolei z moich słów nie należy wyciągać wniosku, że te terminy się wykluczają). Rozwój Web 2.0 oznacza zmiany, np. w sposobach komunikacji.
Komunikacja”. Wynalezienie książki, a później radio i telewizji zmieniło świat. Jeden nadawca mógł w bardzo efektywny sposób dotrzeć do wielu odbiorców. Określone idee mogły się dzięki temu znacznie szybciej rozpowszechniać. Teraz pojawiła się komunikacja „wielu-do-wielu”. Centralne ośrodki dystrybycji (np. telewizja) nie są konieczne, by informacja błyskawicznie się rozprzestrzeniała. Akurat teraz świadomość tego faktu dociera do milionów osób, które śledzą wydarzenia w Iranie, a ich podstawowymi źródłami są Twitter czy YouTube (nawet jeśli trafiają do nich za pośrednictwem „poważnych” mediów). Zmieniająca się komunikacja to zmieniająca się społeczność.
Sieci społeczne”. Owszem, są tak stare, albo i starsze, niż nasz gatunek. Tyle, że historycznie tworzone były zwykle na podstawie bliskości genetycznej (ród), fizycznej (naród) i/lub zawodowej (cech). Nawet w tym ostatnim przypadku przedstawiciele tej samej grupy musieli mieszkać blisko siebie. Dziś można być jedynym zbieraczem kapsli w promieniu 200 kilometrów i mimo to mieć setkę znajomych, z którymi łatwo dyskutować o swoim hobby. Więcej, mamy narzędzia, by tworzyć sieci społeczne ad hoc, jeśli tylko zaistnieje taka potrzeba. Dystans fizyczny i czas nie są żadnymi przeszkodami. Znowu, doskonałym przykładem jest Iran. Na Facebooku, Twitterze i innych serwisach łącza się i wymieniają informacjami protestujący i ich zwolennicy od USA po Australię.
Więcej, tych sieci nikt nie musi odgórnie tworzyć, inaczej się nimi zarządza, czasem się w ogóle nie zarządza. „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!” – wzywali marksiści. Ale jak się mieli łączyć? Bez pomocy swoich delegatów nijak. Jak mieli dyskutować robotnik w Warszawie i robotnik w Chicago? I, choć to temat na osobny wpis, warto zauważać, że różne rzeczy, niekoniecznie dobre, mogą się zdarzyć, gdy dwie osoby rozmawiają ze sobą za pośrednictwem „delegatów”, czy innych pośredników.
Jaki to wszystko ma związek z edukacją? Oczywisty i znów wracamy do jednego z lejtmotywów tego bloga. System kształcenia, w którym jeden mówi, a kilkudziesięciu słucha i zapamiętuje musi odejść do lamusa, bo po prostu nie tak funkcjonuje współczesny świat. Nie mówię, że że już odszedł, bo niewiele na to wskazuje (niestety), ale w coraz mniejszym stopniu przystaje do rzeczywistości, potrzeb i stylu pracy ucznia.

Spotkanie projektu iCOPER

W dniach 27 – 29 mają 2009 r. w Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie odbyło się spotkanie szkoleniowo-warsztatowe projektu iCOPER poświęcone zaprezentowaniu i określeniu ścieżki rozwoju modelu odniesienia iCOPER, analizie standardów związanych z kompetencjami, rezultatami nauczania, a także oceniania i ewaluacji.

Spotkanie otworzył Dyrektor Centrum e-Learningu AGH Prof. Jan Kusiak witając gości zagranicznych.

Zgodnie z agendą pierwsza sesja, którą poprowadzili Jan Pawłowski i Denis Kozlov (JYU, http://www.jyu.fi/) dotyczyła modelu odniesienia wypracowanego podczas poprzedniego spotkania. Zaprezentowany został schemat koncepcyjny modelu odniesienia wraz z planem rozwoju i potencjalnymi możliwościami wykorzystania. Zdefiniowane również zostały obszary badań i lista standardów, które analizowane będą w przyszłości.

Znaczącym uzupełnieniem programu pierwszego dnia były warsztaty specjalistów, dotyczące:

* praktycznego wykorzystania narzędzi komunikacyjnych (m.in. Cmap Tool),
* Studium przypadków dotyczących szkolnictwa wyższego opartego na kompetencjach,
* ewaluacji metod nauczania,
* definiowania i identyfikacji rezultatów nauczania.

Szczególnie entuzjastycznie przyjęte zostało wystąpienie Peter’a Scotta, który pięknym językiem angielskim, jasno i klarownie przedstawił trudne, techniczne problemy dotyczące tworzenia i wielokrotnego wykorzystywania materiałów edukacyjnych. W kolejnych prezentacjach przedstawiono standardy różnych scenariuszy nauczania, a także standaryzowanie metod oceniania i ewaluacji.

Szereg ciekawych doniesień przedstawił Michael Totschnig (WU) podejmując temat Otwartej Przestrzeni Naukowej ICOPER (OICS). Na tle tych ogólnych rozważań przedstawiono szczegółowo procedurę umieszczania materiałów szkoleniowych we wspólnym obszarze edukacyjnym. W ostatniej sesji drugiego dnia zostały zaprezentowane jeszcze kwestie współpracy z innymi projektami oraz odbyły się indywidualne warsztaty poszczególnych pakietów.
Na podsumowanie przedstawiono model pojęciowy procesu wspomagania współpracy i rozwoju, a także infrastruktura technologiczna i plan organizacji szkoleń.
Miła atmosfera, wspólna zabawa i wiele ciekawych rozmów podczas wspólnych kolacji były zwieńczeniem spotkania.

Ile Internetu w nauczaniu?

Jednym z wyzwań, jakie obecnie stoją przed instytucjami edukacyjnymi jest określenie pozycji, jaką w kształceniu formalnym zajmą aktywności uczniów i studentów związane z szeroko rozumianym wykorzystaniem Internetu. Aktualnie podział na to, co uczący się robi na uczelni i poza nią, jest bardzo wyraźny. Należy się jednak zastanowić, czy taki stan rzeczy powinien zostać zachowany. Więcej, czy jest możliwy do utrzymania? Zacznijmy od pytania, jakie podejścia do nowych technologii prezentują instytucje prowadzące edukację w systemie formalnym.

James Bosco (2009) wyróżnia trzy główne postawy w podejściu szkół do tego, co nazywamy Web 2.0: chronić, integrować i rozwijać. Wydaje się, że ten podział można odnieść również do uczelni wyższych i uwzględnić w niej także stosunek do narzędzi nie utożsamianych z Siecią 2.0.
Pierwsze z wymienionych podejść opiera się na założeniu, że Internet jest pełen zagrożeń. Nie trzeba tu sięgać do najbardziej dramatycznych przykładów (np. pedofilia). Wystarczy uznać, że jest to przestrzeń, w której można „naczytać się głupot” albo „ściągać zadania”. Właściwą reakcją jest więc kontrolowanie, przynajmniej w szkole, dostępu do Internetu w maksymalnym możliwym stopniu, włączając w to blokowanie niektórych treści.
Osoby, które dotrzegają edukacyjną wartość Sieci, a jednocześnie uznają obowiązujące programy kształcenia za przydatne, bardziej skłonne będą próbować integrować te dwa obszary. Na uczelniach początkiem często jest wykorzystanie platformy e-learningowej do wspomagania zajęć tradycyjnych. Kolejnym krokiem może być sięgnięcie po oprogramowanie społecznościowe. Studenci mogą dostać zadanie, by opracować na Wikipedii wpis na temat omawianego zagadnienia albo utworzyć blog, na którym będą dyskutowali i dokumentowali postępy w ramach wykonywanego projektu. Ma to też tę zaletę, że rezultaty ich pracy posłużą nie tylko im samym i nie tylko do zdobycia zaliczenia.
Ostatnie podejście zakłada, że współczesna szkoła, której model został utworzony z myślą o potrzebach świata industrialnego, nie jest w stanie wystarczająco efektywnie poradzić sobie z wyzwaniami epoki postindustrialnej, z kształtowaniem społeczeństwa edukacyjnego. Sieć 2.0 staje się więc inspiracją dla zmiany programów nauczania. W szczególności oznacza to przekazanie uczącym się większej odpowiedzialności za ich własny proces kształcenia. Omówienie tego zagadnienia wykracza poza zakres tego tekstu, warto jednak zauważyć, że ta idea nie jest tak radykalna, jak może się wydawać. Student samodzielnie wybierający temat pracy magisterskiej, szukający materiałów w Sieci, dyskutujący z poznanymi tam ekspertami funkcjonuje właśnie w ten nowy sposób.

Opisane podejścia najlepiej traktować jako metody, nie standardy. Co to oznacza? Otóż za każdym kryją się jakieś racje, każde ma swoje plusy. Żadne nie stanowi ostatecznej, wszechogarniającej odpowiedzi na tytułowe pytanie – wiele zależy od konkretnego kontekstu. Gdyby należało jednak wskazać uniwersalną prawdę, to jest nią to, że nie da się trzymać Internetu, także Sieci 2.0, z dala od edukacji. Jest to być może rozwiązanie wygodne, bo nie wymagające od wykładowcy zmiany utartych sposobów nauczania. Z drugiej jednak strony jest ono niezgodne z tym, jak funkcjonuje współczesny świat, w coraz mniejszym stopniu odpowiadające na potrzeby zarówno młodzieży, którą kształcimy, jak i rynku pracy. Jak to zwykle bywa z nowościami, najwięcej zyskują na nich ci, którzy traktują je jako szansę, nie zagrożenie. Warto więc w swej praktyce dydaktycznej skorzystać z potencjału technologii informacyjnych.

Bosco, J. (2009). Participatory Culture and Schools: Can We Get There From Here? Threshold Magazine, Spring 2009. http://www.ciconline.org/threshold-spring09, ostatni dostęp 14 maja 2009.

1000 uczestników e-learningowego „Roku Zerowego” w AGH

W bieżącym tygodniu na kursy e-learningowe udostępniane przez Centrum e-Learningu AGH w ramach „Roku Zerowego” zapisał się tysięczny uczeń. Kursy te prowadzone są już od ponad dwóch lat i cieszą się wśród kandydatów na studia w AGH dużym zainteresowaniem.

 

„Rok Zerowy” jest formą kursów dokształcających w okresie poprzedzającym rekrutację na studia. W ramach Roku Zerowego prowadzone są kursy z zakresu matematyki, fizyki i chemii. Celem kursów jest lepsze przygotowanie kandydatów na studia techniczne, a przez to zwiększenie efektywności studiowania na pierwszych latach.

 

Kursy “Roku Zerowego” prowadzone są w formie stacjonarnej oraz w formie niestacjonarnej za pomosą kursów e-learningowych (przez Internet), jak również w formie kursów korespondencyjnych (drogą pocztową).

 

E-learningowe kursy „Roku Zerowego” z matematyki, fizyki oraz chemii udostępniane są bezpłatnie przez Centrum e-Learningu AGH na stronie internetowej:

http://www.moodle.cel.agh.edu.pl/rok0

 

Informacje dotyczące formy stacjonarnej oraz korespondencyjnej kursów “Roku Zerowego” można znaleźć na stronie: http://www.wms.agh.edu.pl/rekrut/rokzerowy.php

Otwarte zasoby edukacyjne i co z tego wynika

Z inicjatywy Jarosława Lipszyca zorganizowana zostala w Sejmie konferencja poświęcona idei otwartości i dostępności zasobów edukacyjnych. Popieramy gorąco, a co więcej wiele z naszych zasobów właśnie tak staramy się udostępniać (na razie choćby Notatki w Internecie, publikacja iCamp czy materiały o e-portfolio) [ot, taka mała autoreklama kontekstowa}. Temat to zaiste szeroki i wart dyskusji na najwyższym szczeblu. Podczas konferencji pojawił się argument prof. Niezgódki o konieczności zapewnienia otwartej dostępności rezultatów projektów, zwłaszcza tych finansowanych ze źródeł publicznych, dzięki której możliwe byłoby nie tylko wzbogacenie zasobów polskiego Internetu ale także, pośrednio, monitorowanie jakości przedsięwzięć współfinansowanych z naszych podatków. Także i mnie ciekawi los projektów finansowanych wcześniej w ramach EFS, a obecnie POKL, zwanych „miekkimi“, gdzie sporo pieniędzy poszło przecież na tworzenie różnego typu zasobów: materiałów dydaktycznych, programów, wytycznych itp. Chętnie byśmy z nich przecież skorzystali, jako współfinansujący te przesięwzięcia, czerpiąc z najlepszych (a nawet– przede wszystkim) i najgorszych praktyk. Czy Ważniak jest jedynym miejscem, z którego można uzyskać dostęp do tych treści? Okazuje się, że nie – całkiem sprawnie zorganizowano rezultaty powstałe w ramach Equal, wprowadzając czytelną politykę wykorzystania zasobów poprzez stronę www, dzięki czemu np. można było łatwo wykorzystać je w kolejnych projekcie (Mature). Okazało się to ewenementem na skalę europejską!
Należałoby się zastanowić, jakie są cele projektów POKL i czy są one ze sobą sprzeczne: komercjalizacja wytworzonych produktów, otwarty dostęp czy skazanie na zapomnienie? Z pewnością wydatkowanie publicznych pieniędzy na projekty edukacyjne powinno wiązać się z upublicznienem rezultatów, zwlaszcza w projektach systemowych, których celem jest przecież wpływanie na kształt edukacji. Zamknięcie dostępu narusza także zasadę utrzymania trwałości rezultatow projektu, co szczególnie powinno leżeć na sercu realizatorom przedsięwzięć finansowanch z naszej wspólnej kasy.

Na CELOWNIKU: reaktywacja

Byliśmy zajęci. Rozumiecie, projekty mają dość sztywne terminy tealizacji, nie mówiąc o terminach składania wniosków. Ale wracamy!!!

Warsztaty eportfolio w Krakowie

Wszyscy zainteresowani eportfolio mogą już zarezerwowac sobie termin warsztatów, które odbędą się w Krakowie przy okazji Konferencji “Technologie Informacyjne w warsztacie nauczyciela” w dniu 24 kwietnia w godz. 15 - 18:00. Szczegóły będą wkrótce dostępne na stronie konferencji - oraz na naszym blogu, oczywiście. Będzie o tym jak i dlaczego tworzyć swoje eportfolio - zajęcia praktyczne w pracowni komputerowej.

Zapraszamy!

Konkurs “Notatki w Internecie” dla studentów, wykładowców, uczniów i nauczycieli

W bieżącym roku akademickim odbywa się 10-ta, jubileuszowa edycja konkursu „Notatki w Internecie”. Powołał go do życia w 1999 roku ówczesny Rektor Uczelni, JM prof. dr hab. Ryszard Tadeusiewicz. Organizowany jest przez Centrum e-Learningu i odbywa się pod patronatem JM Rektora AGH. Skierowany był początkowo do studentów naszej uczelni, którzy pod przewodnictwem i nadzorem opiekunów naukowych przygotowywali cyfrowe materiały edukacyjne na interesujący ich temat, związany z przedmiotem studiów.

Studenci AGH nadal mogą uczestniczyć w Konkursie, ale nie są już jedyną grupą, która może to uczynić – „Notatki w Internecie” rozwijają się. W zeszłym roku powstał drugi konkurs, odbywający się pod tą samą nazwą, ale przeznaczony dla uczniów krakowskich szkół ponadgimnazjalnych. W tym pojawiły sie kolejne dwie równoległe kategorie: dla nauczycieli krakowskich szkół oraz dla wykładowców AGH. Aktualna struktura Konkursu wygląda więc następująco:

Patronat nad konkursami przeznaczonymi „dla szkół” objął dodatkowo Prezydent miasta Krakowa.

Strona domowa konkursu znajduje się pod adresem www.notatki.cel.agh.edu.pl. W menu u góry znajdują się zakładki odsyłające do wszystkich 4 kategorii „Notatek”. Po wejściu na nie można zapoznać się z regulaminami konkursów i innymi niezbędnymi informacjami. W razie dalszych pytań prosimy o kontakt mailowy: notatki@agh.edu.pl.

Zapraszamy do wzięcia udziału w konkursie „Notatki w Internecie”. W ciągu ostatnich dziesięciu lat powstało wiele prac o wysokiej jakości merytorycznej, dydaktycznej i technicznej. Mamy nadzieję, że teraz, wraz z rozszerzeniem grupy osób mogących nadsyłać materiały, liczba świetnych zasobów edukacyjnych sporo wzrośnie.

Konferencja “e-Learning dla inżynierów”

Wczoraj, 17 lutego, odbyła się konferencja „e-Learning dla inżynierów”. Otwierała ona projekt IT2EDU.

Do Samorządowego Centrum Kultury w Mielcu przybyło ponad 80 gości. Znaleźli się wśród nich m.in. Prezydent Miasta, Starosta Powiatu Mieleckiego i inni przedstawiciele władz samorządowych, przedstawiciele przemysłu, dyrektorzy ośrodków odpowiedzialnych za szkolenie nauczycieli i sami nauczyciele, a także inżynierowie zainteresowani uczestnictwem w studiach podyplomowych.

Mieli oni okazję wysłuchać czterech prelengentów, którzy opowiadali o współczesnych wymaganiach edukacyjnych. Rektor Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, prof. Zbigniew Kąkol, próbował określić, jak zapewnić wysoką jakość kształcenia odwołując się do założeń Procesu Bolońskiego. Prof. Jan Kusiak, dyrektor Centrum e-Learningu AGH, definiował e-learning, pokazywał różnorodność stosowanych w nim metod i opisywał jego potencjał. Prof. Robert Gajewski z Politechniki Warszawskiej rozwijał te wątki, szczególną uwagę poświęcając możliwościom wykorzystania e-learningu w kształceniu inżynierów. Wreszcie pan Zdzisław Nowakowski, dyrektor Centrum Kształcenia Praktycznego i Doskonalenia Nauczycieli w Mielcu, udowadniał, że we współczesnym społeczeństwie wiedzy nikt, kto chce być konkurencyjny na rynku pracy, nie może pozwolić sobie na zakończenie swojej edukacji w chwili zdobycia dyplomu.

Te cztery przygotowane niezależnie od siebie wystąpienia ułożyły się w zaskakująco spójną całość. Wątki sygnalizowane przez jednego z mówców rozwijane były przez innego. Pozwoliło to zbudować przekaz, dla którego centralne są następujące stwierdzenia:

  • Dobre wykształcenie daje przewagę konkurencyjną na rynku pracy.
  • Dobre wykształcenie potwierdzane jest nie tyle przez dyplom ukończenia studiów, ale przede wszystkim przez listę kompetencji, którymi może pochwalić się absolwent.
  • Standardy kształcenia nie oznaczają uniformizacji. Najbardziej pożądane przez uczących się kierunki i najbardziej poszukiwani przez pracodawców absolwenci charakteryzują się wyjątkowością.
  • Wiedza we współczesnym świecie szybko się dezaktualizuje. Oznacza to, że konieczne jest kształcenie się przez całe życie. Ponadto niezbędne dla sukcesu stają się umiejętność krytycznego myślenia, analizy i syntezy, kreatywność czy zdolność do zarządzania własnym procesem uczenia. Pozwolą one dostosować się do zmiany warunków czy wymagań w miejscu pracy.
  • Edukacja nie odbywa się tylko w murach szkół i uniwersytetów. Konieczne jest umieszczenie jej w szerszym kontekście. Z jednej strony oznacza to indywidualne wysiłki uczącego się, a z drugiej wciągnięcie w budowanie procesu kształcenia osób znających potrzeby rynku pracy, np. przedsiębiorców.
  • E-learning to konieczność i możliwość. Internet jest obecny w wielu aspektach naszego życia. Próby trzymania go z dala od edukacji są absurdalne i skazane na niepowodzenie. Z drugiej strony ta metoda szczególnie sprzyja kształtowaniu samodzielnych, zmotywowanych jednostek.

Podsumowując, wystąpienia dały zgromadzonym szansę spojrzenia w przyszłość edukacji. Pokazały, co trzeba będzie robić i jak się za to zabrać. Jednocześnie, miejmy nadzieję, zmotywowały ich do poświęcenia swojemu własnemu rozwojowi większej niż dotychczas uwagi.

DODATKOWA EDYCJA!!! Projektowanie kursów on-line

Serdecznie zapraszamy na dodatkową edycję kursu „Projektowanie kursów on-line”. Kurs odbędzie się w terminie od 16 marca 2009 do 29 czerwca 2009. Formularz rejestracyjny oraz szczegółowe informacje dotyczące kursu dostępne są na stronie internetowej Centrum e-Learningu AGH: http://www.cel.agh.edu.pl