Nowa wersja naszego bloga

Serdecznie zapraszamy na nową wersję naszego bloga: http://www.cel.agh.edu.pl. Jeżeli Państwo subskrybują nasz kanał RSS prosimy o zaktualizowanie jego adresu. Adres kanału RSS podany jest na nowej wersji strony. Blog na stronie: http://blog.cel.agh.edu.pl nie będzie aktualizowany i zostanie wyłączony.

Wykład czy show

Jestem w Lublinie. Za 2 godziny rozpoczyna się na tutejszej Politechnice konferencja “E-Learning Innovations“. Będę miał ją przyjemność rozpocząć wykładem o doświadczeniach CeL-u związanych z wykorzystaniem nowych mediów w pracy i kształceniu (po południu jeszcze warsztaty).

Rozmawiałem wczoraj z Tomkiem Wiśniewskim - młodym i rzutkim studentem, który, jak zrozumiałem, praktycznie sam tę konferencję zorganizował (czyżby rósł konkurent dla Mateusza Tułeckiego?). Zasugerował mi, żebym zrobił dziś show. Na pewno nie chodziło mu o to, bym śpiewał, tańczył, recytował, więc o co?

To wpierw prowadzi mnie do bardziej podstawowego pytania: po co jest taka forma nauczania, jak wykład? Musi być ważna, skoro właściwie opiera się o nią system kształcenia uniwersyteckiego. Czy jednak słusznie? Mam wątpliwości. Nie znaczy to w żadnym razie, że jestem jej wrogiem. Byłoby hipokryzją, gdybym tak powiedział mając wkrótce wyjść na katedrę. Mam jednak w tym momencie w głowie dwie kwestie.

Po pierwsze, jak mówiła Agnieszka Chrząszcz na InternetBeta, chcemy, by student był w Sieci aktywny. Czytanie tekstów ze strony aktywnością nie jest. To samo można powiedzieć o wykładzie. Pytania z sali są nieliczne, a robienie notatek w większości przypadków trudno uznać za sensowną aktywność. Ja sam byłem przedstawicielem dość licznej grupy słuchaczy, którzy toczyli mężny i zazwyczaj przegrany bój o jednoczesne wysłuchanie wykładowcy, zrozumienie go, wyciągnięcie wniosków i jeszcze zanotowanie wszystkiego, co istotne.

Po drugie, istnieją poważne wątpliwości co do skuteczności podawczych metod nauczania. W szczególności nic nie wskazuje, żeby atrakcyjny sposób prezentacji materiału ją zwiększał. Czyli nawet jeśli zrobię to show to nie ma żadnej gwarancji, że osiągnę swój cel dydaktyczny. Zresztą, pamiętam swoich profesorów, którzy akurat w trakcie swoich wykładów nie proponowali fajerwerków dowcipu i błyskotliwości, a mimo to dobrze się ich słuchało.

Wydaje mi się, że to dlatego, że proponowali spójną, nie przeładowaną szczegółami narrację. Po zakończeniu zajęć miałem w głowie ogólny obraz całości, rusztowanie, które mogłem uzupełniać o cegiełki faktów. Przekazywali wiedzę, ale nie mieli ambicji, aby tu, teraz, przekazać ją całą. Wykład miał zaciekawić, zachęcić do dalszych poszukiwań, pokazać ścieżki, którymi warto podążać. Jako taki może być niesłychanie przydatny. Jeśli jednak aktywność (jeśli można użyć tego słowa) studenta ograniczy się do wysłuchania go, to doskonale wiadomo, że za miesiąc będzie pamiętał niewielki procent przekazanych treści.

Cóż, jeśli mam dzisiejszych słuchaczy zachęcić do wizji proponowanej przez CeL, to może jednak show się przyda. Idę wymyślać dowcipy.

Podręcznik e-learningu dla nauczycieli

Jeśli czujesz, że chcesz zrobić coś więcej niż okazjonalna prezentacja w PowerPoint w swojej klasie to TACCLE jest publikacją dla ciebie. Zespół autorów (m.in. Jenny Hughes i Graham Attwell) przygotował fajny podręcznik z praktycznymi wskazówkami dotyczącymi zarówno wykorzystania konkretnych narzędzi jak i rzeczywistych rezultatów i zastosowań w klasie. Możemy więc poczytać o technicznej stronie tworzenia np. podcastów, ale także dowiedzieć się, jakie są ich faktyczne zalety i możliwości wykorzystania w pracy z dziećmi w klasie (np. do wspierania pracy grupowej), do czego można podcast wykorzystać  w szkole (np. ogłoszenia i wiadomości z życia szkoły dla rodziców, uczniów i nauczycieli) oraz skąd legalnie pobrać podkład muzyczny do wkomponowania w audycję. Na końcu rozdziału krótkie ćwiczenia i bogata bibliografia dla tych, którzy chcą wiedzieć więcej. Dowiemy się zarówno o narzędziach ale przede wszystkim o praktycznych zastosowaniach i konsekwencjach dydaktycznych wprowadzenia danego rozwiązania. Jedynie rozdział drugi traktuje nieco bardziej teoretycznie o e-learningu, omawiając podstawowe zagadnienia - np sposoby oceniania - w sposób bardzo przystępny. Szkoda, że całość dostępna jedynie po angielsku bo zawiera dużą dawkę ciekawych, sprawdzonych i syntetycznie przedstawionych informacji i wskazówek.

Przewodnik można ściągnąć za darmo, po zalogowaniu się na stronie projektu Taccle (licencja CC BY NC SA 2.0).

Obcy contra predator

…czyli porównanie doświadczenia z przygotowywania i realizacji edukacyjnych projektów współfinansowanych z Programów Wspólnotowych PW (rozdzielanych na poziomie europejskim) i Strukturalnych FS (tych w gestii krajów i regionów) z perspektywy niewielkiego zespołu administracyjno-badawczego dużej Uczelni polskiej. Znalazłoby się parę różnic:

Terminy

  • w PW znane z dużym wyprzedzeniem, są zwykle stałe i mniej więcej wiadomo, że jesienią trzeba zabrać się za Programy Ramowe (ICT) a po Sylwestrze za LifeLong Learning. Terminy są nieprzekraczalne. Co najmniej kilka miesięcy na złożenie wniosku. Od 3 do 8 miesięcy trwa poinformowanie o wynikach konkursu, przy dużych projektach do roku od złożenia rozpoczęcie projektu, zwykle są to stałe terminy (np. LdV sierpień/ wrzesień).
  • EFS: “słyszeliście, ogłosili konkurs do X.Z. Mamy 2 tygodnie na złożenie wniosku” albo “wczoraj zamknięto ten konkurs, co to miał być otwarty jeszcze przez trzy miesiące. Wiedzieliście o tym?”  Zaczynasz projekt w grudniu (bo przedłużyła się jego ocena) a harmonogram przewidywał jego rozpoczęcie we wrześniu (bo akurat rozpoczyna się rok szkolny)? Masz problem.

Formularz

  • PW zawiera minimum danych. Cele, działania ujęte w pakietach, Gannt i Pert do zobrazowania struktury realizacji, opis kluczowego personelu. A przede wszystko sporo miejsca na przedstawienie pomysłu, w dowolnej formie, byleby zrozumiałej. Uzasadnienie pomysłu także poprzez dotychczasowe działania czy już zrealizowane inicjatywy, zarazem pokazujące doświadczenie zespołu. Mile widziane wykresy i tabelki. Jedno miejsce na jeden podpis (lub podpis nie jest wymagany - jak w 7 PR, gdzie wniosek składany jest wyłącznie elektronicznie).
  • EFS: formularz, zwany generatorem, prosty pod warunkiem, że się akurat nie zawiesił. Co jakiś czas, także w czasie trwania konkursu, nieznacznie się zmienia. Zawiera kilka tajemniczych pól, które należy bądź zostawić puste bądź umieścić w nich stosowną kreskę poziomą (“nie dotyczy”) lub “zero”. Brak kreski, zera (lub ich nadmiar) jest podstawą do formalnego odrzucenia wniosku. Druk i parafowanie każdej strony wniosku, nagranie na nośnik cyfrowy, wysyłka.

Budżet

  • PW jak to w projekcie - jest szacunkowy. Uśrednione stawki personelu lub podawane dla kategorii np. pracowników administracyjnych, stanowią widełki. Do tego szacunkowe koszty podróży i ich szacunkowa ilość. Podobnie kategoria inne, do której wrzucamy opłaty konferencyjne i laptopy. Koszty pośrednie ryczałtowe, podobne dla wszystkich. Ma nam po prostu starczyć. Mamy się po prostu z tego rozliczyć. Jeśli szacuję, że druk książki to koszt XXX to znaczy, że to wiem, sprawdziłam i na podobną kwotę otrzymam fakturę za wykonanie tej usługi i jest to niezbędna część mojego pomysłu.
  • EFS: Budżet jest przewidziany na każde zadanie i każdą pozycję harmonogramu. Organizacja szkolenia w styczniu 2012? Zaplanuj koszt ciasteczek i druku materiałów. Personel to szczegółowo wyliczona stawka z określeniem precyzyjnym zasad zatrudnienia, choć wcale nie oznacza, że akurat będziesz mógł zatrudnić np. nauczyciela czy własnego pracownika do realizacji swojej wizji. Mogą się bowiem zmienić wytyczne. Zapomniałeś uwzględnić koszt jakiegoś zadania  ale zaoszczędziłeś w pozycji “ciasteczka” 1200 zł? Trudno. Musisz kupić 100 kg ciasteczek albo zwrócić pieniądze.

Realizacja:

  • PW podstawą są “kamienie milowe” i “deliverable” ocenianie przez pracowników danego resortu lub/ i zewnętrznych ekspertów. Ważna jest jakość, którą można skorygować w trakcie realizacji, także po konsultacji z opiekunem projektu czy zewnętrznymi ekspertami.
  • EFS Podstawą są wskaźniki. Założyłeś przeszkolenie 350 osób? Ale na zajęcia chodzi tylko połowa. Masz problem. Miałeś kupić 50 m kabla ale okazało się, że wystarczy tylko 30? Masz problem. Wyprodukowałeś kurs składający się z 54 ekranów uczących? Czy to ważne, jakich?

Różnica podstawowa - i w moim odczuciu najważniejsza - polega na zaufaniu. PW wychodzą z założenia, że instytucje składające wniosek, wiedzą co robią i za ile. Ich celem jest zrealizowanie pomysłu, a celem PW jest jego dofinansowanie. EFS polega na kontroli i patrzeniu na ręce poprzez pryzmat wyśrubowanych i nieelastycznych wskaźników. Być może dlatego w samym priorytecie “Technologie Społeczeństwa Informacyjnego” 6.PR wzięło udział ponad 260 polskich zespołów, zaś wykorzystanie Funduszy Strukturalnych jest wciąż na niskim poziomie, pomimo zabiegów resortów wdrażających. Nieproporcjonalnie duży nakład czasu na przygotowanie wniosku odstrasza potencjalnych beneficjentów (sławetne wizyty u doradców opisane w artykule Ewy Winnickiej w bieżącym wydaniu “Polityki”). Podobnie jak nie całkiem jasne i wyartykułowane kryteria oceny, zwłaszcza merytorycznej. To bodaj najsłabszy punkt EFS - ocena, związana z częstą przypadkowością ewaluatorów i ich nastawienie do “odsiewania” projektów niż promowania innowacyjnych pomysłów. Zastanawiam się, czy skutki wdrożenia EFS będą tylko pozytywne (vide także artykuł o finansowaniu rolnictwa w zeszłotygodniowej “Polityce” czy choćby zauważalny spadek zaufania do szkoleń - zwłaszcza e-learningowych - spowodowany niską jakością tych oferowanych wlaśnie z EFS) i czy przyzwyczajenie się do specyficznego sposobu pozyskiwania środków pomocowych nie wpłynie jednak negatywnie na rozwój regionów.

Projekt edukacyjny na Google Wave

Pisanie o nowym narzędziu jest o tyle trudne, że jeśli się nie pisze o nim stosunkowo wcześnie (co ma jak najbardziej przełożenie w tym przypadku) to z dużym prawdopodobieństwem nie napisze się niczego nowego/ciekawego. Czyli, post będzie zapewne tylko powtórką informacji już napisanych, opisem opcji już odkrytych i przetestowanych przez bardziej technologicznie-webskich użytkowników. Z tych właśnie powodów to nie Google Wave będzie tematem mojego wpisu.



Niemniej jednak o Google Wave poczytałam (1, 2, 3), pooglądałam (w tym oficjalne demo na 1,20h, co jest ciężką próbą; ale także krótką animowaną prezentację) i sama też potestowałam. W skrócie widzę to jako platformę do faktycznej współpracy online. Nie skupiając się na szczegółach, wiele razy spotkałam się z opiniami, że wiki to jest narzędzie do kolaboracji online. Jednak tak naprawdę jest to tylko miejsce do publikacji efektów współpracy, która wsparta jest innymi kanałami komunikacji, dzięki którym możliwa jest sprawna komunikacja. Z mojego doświadczenia wyniesionego ze studiów na OU oraz pracy w projektach, wynika, że dodatkowym kanałem wspierającym wspólne tworzenie dokumentów (artefaktów) we współpracy są narzędzia do wideokonferencji, fora dyskusyjne, maile lub listy mailingowe. Podsumowując, Google Wave ma te opcje, których na wiki jako narzędziu do współpracy, zawsze mi brakowało.



Być może z tych samych przyczyn, Pat Parslow, Shirley Williams oraz Graham Attwell testując wspólnie Googe Wave, wpadli na pomysł projektu edukacyjnego na temat cyfrowej tożsamości (jako że jest to temat projektów, w których badacze ci uczestniczą; odpowiednio: This is Me oraz Rhizome Project - Attwell). Projekt na Wave zakłada opracowanie podręcznika dla edukatorów, mentorów i osób pracujących w HR, który pomógłby im w zrozumieniu czym jest cyfrowa tożsamość i jak ją odpowiednio budować, zarządzać i wykorzystywać do promowania własnej osoby w sieci.

Idea to napisanie podręcznika w tydzień i opublikowanie go w serwisie Lulu na licencji CC BY SA ze wskazaniem autorstwa każdego, kto miał wkład w opracowanie. Do projektu może przystąpić każdy, kto interesuje się tożsamością online i ma chęć przy okazji potestować Wave. Z pomysłodawcami można kontaktować się np. na Twitterze (G. Attwell). Inicjatywa jest bardzo świeża, a w zasadzie można napisać, że dopiero wczorajsza.

Synergia dyscyplin - Konferencja ECTEL’09

Myślą przewodnią tegorocznej konferencji ECTEL09, odbywającej się w Nicei, była synergia dyscyplin związanych z edukacją.

Pierwszy dzień konferencji to głównie warsztaty i spotkania projektowe oraz spotkanie konsorcjum doktorantów. Pośród uczestników spotkać można było osoby odpowiedzialne za projekty iCOPER, ROLE, MUPPLE, czy Stellar, które aktywnie uczestniczyły w prowadzeniu warsztatów skupionych wokół tematu synergii dyscyplin związanych z edukacją wspieraną przez technologię.
Pierwszym dniem prezentacji była środa 30 września, kiedy to tematem przewodnim stały się gry, często określane mianem „serious games”. Warsztaty miały na celu zapoznanie uczestników z sposobem tworzenia gier, których głównym celem jest edukowanie, a następnie zainicjowanie i moderowanie „interaktywnej kawiarenki poważnych gier”, której uczestnicy aktywnie pracowali nad moderowanymi zagadnieniami.

Tuż przed rozpoczęciem konferencji

Tuż przed rozpoczęciem konferencji

Po całym dniu spotkań warsztatowych nastąpił oczekiwany dzień prezentacji i sesji demonstracyjnych. Spotkanie przeniosło się więc z hotelu Novotel do futurystycznego w swojej architekturze i zaawansowanego technologicznie centrum konferencyjnego Acropolis. W spotkaniach 1 i 2 października uczestniczyło ponad 200 osób.
Podczas sesji otwierającej przedstawiony został profil uczestników. Co ciekawe, ponad 70% stanowili profesjonaliści związani z e-learniniem. Pozostała część to głównie studenci i przedstawiciele biznesu.

Prezentacje zostały zorganizowane w równoległych sesjach, 4 - pierwszego, 3-drugiego dnia oraz prezentacje plenarne.Dotyczyły one następujących tematów :

1. Konteksty edukacyjne
2. Data Mining i społeczności internetowe
3. Projektowanie edukacyjne
4. Synergia pracy zawodowej i nauki
5. Adaptacja i personalizacja w nauczaniu
6. Współpraca i generowanie wiedzy w społecznościach
7. Motywacja, zaangażowanie i gry edukacyjne
8. Interoperacyjności, sieci semantycznej i web 2.0 w kontekście edukacyjnym
9. Uczących się społeczności i „communities of practice”,
10. Czynników ludzkich i ewaluacji w e-learningu.

Najbardziej interesujące okazały się oczywiście sesje plenarne, które wygłosili : Peter Pirolli, Marco Marsella, Mike Sharples i Friedrich W. Hesse.

Zapraszam do obejrzenia wywiadów z uczestnikami konferencji, oraz fotogalerii.

Tydzień Open Access

Dziś rozpoczyna się Międzynarodowy Tydzień Open Access. Potrwa do 23 października. W odpowiedzi na apel Koalicji Otwartej Edukacji, CeL przyłącza się do akcji poparcia założeń ruchu Open Access. Koalicja zwraca się do wszystkich instytucji nauki, kultury, mediów, by wzmocniły swoim autorytetem ruch dążący do szerokiego udostępnienia twórczości w Internecie poprzez zamieszczenie na swoich stronach WWW lub blogach logo, ulotki lub plakatu Open Access Week. Na całym świecie w ramach Tygodnia OA organizowane są różne spotkania i seminaria, uruchamiane są różne inicjatywy. Pełna lista wydarzeń w Europie znajduje się na stronach Open Access Directory.

O idei Open Access w dużym skrócie opowiada poniższe wideo.

Szersza informacja o samym ruchu Open Access jest dostępna w serwisie EBIB lub na międzynarodowych stronach inicjatywy Open Access Week.

Czy Twitter zabija blogowanie?

Obok debaty poświęconej przewadze PLE nad VLE, w środowisku osób zajmujących się lub związanych z edukacją, równolegle toczy się dyskusja na temat istoty mikroblogów i ich wpływu na blogowanie. Twitterowi, czołowemu przedstawicielowi mikroblogów, stawia się wiele zarzutów. Dyskutowane są m.in. takie kwestie:

  • czy Twitter zabija blogi i blogowanie?
  • czy Twitter zabija komentarze na blogach?
  • czy Twitter zabija RSS?

Głosy jak zawsze podzielone. Pełną dokumentację można znaleźć na Cloudworks, zainicjowanym przez Grainne Conole z Open University oraz Matta Lingarda, gdzie edukatorzy dyskutują własne strategie wykorzystania obu narzędzi.

Większość osób uważa, że między blogiem i mikroblogiem istnieje synergia. Oba narzędzia można wykorzystywać równolegle. Steve Wheeler używa Twittera do informowania sieci swoich znajomych o nowościach na jego blogu. Taki sposób promocji motywuje go do pisania lepiej i więcej, ponieważ widzi stale rosnącą liczbę czytelników. Z kolei Terry Wassall uważa, że Twitter jest świetną inspiracją do pisania postów na blogu. Wśród luźnych konwersacji i 140 znakowych wpisów Wassall znajduje pomysły i tematy, które rozwija szerzej na swoim blogu.
O tym, że korzystanie z Twittera nie wpływa negatywnie na blogowanie jest przekonany także Matt Lingard. Jego zdaniem Twitter rozbudowuje sieci kontaktów, przez co więcej osób jest zaangażowanych w dyskusje, a to może być tylko pozytywem.

Kate Boardman oraz Mark Evans podkreślają, że czynnikiem, który może mieć wpływ na częstotliwość blogowania jest czas. Twitter nie wymaga od nas aż takiego zaangażowania. Szybkie raportowanie na temat nowości, ciekawych wpisów na innych blogach, znalezionych artykułów pomaga w byciu ‘na ringu’. Niektórzy twierdzą, że liczba komentarzy na blogach także zmniejsza się, że dyskusja przenosi się na mikroblogi. Plusem jest, że wciąż trwa i może zaangażować nowe osoby, a nie tylko stałych czytelników. Minusem, że trudno ją śledzić, jest rozproszona i ginie w archiwach każdego z Twitterowców/ Blipowiczów.

Jednak dla innych pisanie postów na blogach (czy to opiniotwórczych, analitycznych, czy syntetycznych) to nieco więcej niż bycie na bieżąco. W jednym z komentarzy na blogu Wheelera znalazłam cytat (swoją droga wyjęty z Twittera) “If you really like to write, tweeting makes you feel cheap” (Jeśli naprawdę lubisz pisać, mikroblogowanie nie da ci satysfakcji). Blogi pozwalają uporządkować myśli, przeanalizować problem. Zmuszają do refleksyjnego podejścia do problemu niż tylko prześlizgnięcia się po nim. Wiele razy spotkałam się ze stwierdzeniem: jak sobie nie napiszę, to nie przemyślę i nie wiem.

Mój stosunek do blogowania i blipowania jest podobny. Nie uważam, aby aktywność blogowa została zredukowana przez blipowanie czy twitterowanie. Tak naprawdę, zadziałał mechanizm opisywany przez Whellera i Wassalla - więcej mikroblogowania = większa inspiracja do blogowania oraz promocja bloga. Dowodem niech będzie ten wpis oraz link na Blipie. Obok czytnika RSS-ów, Blip i Twitter od jakiegoś czasu są kopalnią informacji. Ich przewaga nad RSS-ami polega na możliwości subskrypcji konkretnego taga, co w przypadku poszukiwania informacji na określony temat jest nieocenione. Poza tym na mikroblogach doskonale widać co aktualnie dzieje się w interesującym nas temacie (np. tag #internetbeta). Wielokrotność blipowania tej samej informacji może być również dodatkowym kryterium selekcji treści, które do nas docierają.

Wassall zwraca uwagę na ważną rzecz. Treści na mikroblogach, które do niego docierają, są przefiltrowane przez sieć znajomych, którzy mają podobne zainteresowania. Informacja jest zatem wiarygodna. Wydaje mi się, że widoczny jest tutaj powrót do korzeniu wyszukiwawczych - już nie mechanizmy wyszukiwarek, ale społecznie wyszukiwane treści, czyli człowiek jako podstawowe i najlepsze źródło informacji. Zdaniem Wassalla zjawisko uspołeczniania wyszukiwania jest bardziej widoczne na Twitterze niż na ustrukturalizowanych, bardziej formalnych blogach.

Polecam także podsumowanie (Extra content) na Cloudworks, gdzie Conole syntetycznie zebrała wątki pojawiające się w dyskusji. Inspiracja na ciekawy artykuł.

10 powodów ‘za’ otwartymi zasobami

Martin Weller opublikował na blogu krótką prezentację z warsztatów organizowanych na Open University, promującą korzystanie z otwartych treści. Przedstawił 10 tez, które opisują ideę otwartości i są argumentami zdecydowanie ‘za’ wykorzystaniem zasobów udostępnianych publicznie na wolnych licencjach lub licencjach CC:

  1. Otwarte treści to treści o wysokiej jakości
  2. Skracają przygotowanie kursu
  3. Ułatwiają proces aktualizacji treści
  4. Sprzyjają komunikacji między autorami
  5. Ułatwiają wykorzystanie multimediów
  6. Prezentują różne perspektywy ujęcia problemu
  7. Ułatwiają ludziom nauki zaistnienie w sieci
  8. Uczą studentów, że dzielnie się wiedzą jest kluczem (do sukcesu)
  9. Angażują w debatę na temat prawa w sieci
  10. Pozwalają na rozwinięcie nowego modelu kursów/pedagogiki

… inni działają już w kierunku otwierania dostępu do wiedzy. Czas i na nas. CeL podpisuje się pod tymi tezami.

Jak blogują studenci

[Uwaga na wstępie: Ponieważ wpis powstał w oparciu o artykuł Kerawalla et al. (2008), do którego dostęp jest płatny, wpis przekroczył CeL-owe standardy długości. Temat blogów z perspektywy studentów wydał się jednak na tyle istotny, aby te standardy naruszyć ;-) ].



O potencjale edukacyjnym blogów pisze się wiele (choćby przedostatni mój wpis). Jednak zdecydowana większość informacji i analiz przedstawia wykorzystanie blogów w pracy z uczniami/studentami od strony nauczyciela. Perspektywa studenta, w moim odczuciu ważniejsza, jest często pomijana lub traktowana na drugim, jeśli nie trzecim, planie.



W 2008 roku grupa badaczy z Open University przeprowadziła badania wśród grupy studentów na kursie The e-Learning Professional. Badanie dotyczyło stosunku studentów do blogowania (ang. blogging behaviour). Kontekst badania był bardzo jasno sprecyzowany: grupa międzynarodowa w przedziale wiekowym 30-60 lat, ucząca się wyłącznie w środowisku online jak zostać profesjonalnym praktykiem e-learningu. Udział w badaniach był dobrowolny (odpowiedziało 15 ze 108 uczących się). Istotny dla celów analizy jest fakt, że blogowanie nie było na kursie obowiązkowe ani w żadnym stopniu wykorzystywane jako element końcowej oceny. Analiza zawartości blogów oraz wywiady doprowadziły zespół badawczy do wyróżnienia 5 typów zachowań blogerów:

  • unikanie blogowania (2 osoby);
  • budowa sieci zasobów (2);
  • budowanie sieci wsparcia (3);
  • blogowanie tylko dla siebie (4);
  • blogowanie tylko po to, aby wywiązać się z sugerowanych na kursie zadań (4).

Unikanie blogowania jest rezultatem kilku czynników. Studenci wskazywali, że nie są przekonani do pisania bloga należącego do instytucji; nie umieją pisać na żądanie i zdecydowanie lepiej uczą się, korzystając z własnych, sprawdzonych metod (np. notatki na marginesach artykułów).

Dla studentów, którzy wykorzystywali blogi do budowy sieci zasobów ważni byli czytelnicy jako potencjalne źródło zasobów, pomysłów i linków. Studenci Ci chcieli czuć się częścią jak największej grupy. Ważna była możliwość wspólnego uczenia się i dzielenia informacją. Komentarze były bardzo pożądane z uwagi na prezentowanie nowych, innych punktów widzenia, a których autor bloga nie wziął pod uwagę. Jako że studenci dążyli do współtworzenia sieci zasobów kwestia poprawności prezentacji była w tym przypadku również istotna.

Główną potrzebą wykorzystania blogów do budowania sieci wsparcia było dotarcie do członków społeczności tworzącej się w ramach kursu. Dla tych studentów, obok aktywności akademickiej, blogowanie było dużym wsparciem emocjonalnym. Wpisy na blogach dotyczyły przebiegu ich życia studenckiego. Studenci bezpośrednio zwracali się do swoich czytelników prosząc ich o radę, przepraszając za ‘marudzenie’ o trudach z kolejnym zaliczeniem i pogodzeniem nauki z pracą. Społeczność w tym przypadku była ograniczona do 6-8 osób, dla których blogowanie stało się centralną aktywnością na kursie, dawało inspirację, wzbogacało uczenie się. Istotne jest także zmniejszenie poczucia izolacji, która jest częstym zjawiskiem w kursach online. Komentarze oczywiście i tu były bardzo pożądane. Świadczyły o tym, że blogi są nawzajem czytane, a opisywane sprawy nie pozostają obojętne dla innych studiujących.

Dla studentów, którzy wykorzystywali blogi jako osobistą przestrzeń pracy, odbiorcy nie byli istotni. Umieszczali tam bowiem luźne notatki, linki z krótkim komentarzem, cytaty wcięte z innych blogów lub materiałów kursowych. Blog stanowił więc elektroniczną wersję brudnopisu. Studenci nie podejmowali wysiłków, aby współtworzyć społeczność blogerów-studentów; bardzo rzadko odkrywali swoje emocje. Nie oczekiwali również dyskusji na swoich blogach, rzadko również czytali i komentowali blogi innych studentów.

Ostatnia grupa studentów prowadziła blogi tylko po to, aby wykonać ćwiczenia z kursu. Blogi były zatem w tym przypadku typowym dziennikiem uczenia się (ang. learning diary). Studenci Ci błędnie sądzili, że nieprowadzenie bloga będzie miało wpływ na zaliczenie kursu. Ich blogowaniu towarzyszyła niepewność i obawa wynikająca z braku doświadczenia w prowadzeniu bloga oraz nieznajomości samego narzędzia. Niektórzy studenci z tej grupy nie chcieli, aby ich posty były czytane przez innych w obawie, że ci odkryją ich niekompetencje. Inni byli przekonani, że ich opinie nie są na tyle interesujące, aby ktoś je czytał. Natomiast, co ciekawe, to właśnie dla tej grupy bardzo pomocne były komentarze innych studentów. Choć ich nie oczekiwali, to taki feedback pomagał im odnaleźć się w nowym środowisku nauki.



Przedstawione zachowania 15 studentów pokazały, po pierwsze jak bardzo blog jest elastycznym narzędziem, które studenci mogą dostosować do swoich potrzeb. Po drugie, z analizy wyników projektanci kursów e-learningowych mogą wyciągnąć wniosek, że zaprojektowanie wykorzystania narzędzia w aktywnościach na kursie i podanie studentom wytycznych, nie jest gwarancją, że narzędzie zostanie wykorzystane zgodnie z założeniami projektowymi.

Na podstawie: Kerawalla, L., Minocha, S., Kirkup, G. and Conole, G. (2008) ‘Characterising the different blogging behaviours of students on an online distance learning course’, Learning, Media and Technology, vol. 33, no. 1, pp. 21-33.